Wyznanie klubowej selekcjonerki: „Nie wpuszczę cię do środka, jeśli wyglądasz jak zakonnica lub
Zobaczcie wywiad serwisu Papilot.pl
 

Papilot.pl: Skąd taki pomysł na życie?

Jak to zwykle bywa - bardziej przypadek, niż plan realizowany krok po kroku. W tego typu miejscach pracuję znacznie dłużej, ale na różnych stanowiskach. Długo byłam kelnerką, później awansowałam na menadżerkę, byłam też w dziale marketingu, aż wreszcie przyszedł do mnie właściciel i powiedział: Sylwia, ja cię obserwuję i ty masz nosa do ludzi. Będziesz nam wybierała gości.

Już wtedy wiedziałaś, kto jest mile widziany?

Właśnie nie do końca. Musiałam polegać na własnym przeczuciu, zdrowym rozsądku i tym, czego dowiedziałam się od bardziej doświadczonych selekcjonerów. Wbrew pozorom, to nie jest łatwe zajęcie. Często trzeba odmawiać, a wtedy niektórym puszczają nerwy. Na szczęście stoję przed wejściem ze sporą obstawą ochroniarzy i chyba tylko dzięki temu mam jeszcze wszystkie zęby.

Zawróceni goście są aż tak agresywni?

Obelgi pod moim adresem to chleb powszedni. Większość przyjmuje decyzję ze spokojem i godnością, ale kiedy trzeba rozdzielić grupę znajomych albo delikwent już trochę wypił - pojawia się agresja. Na szczęście jeszcze nie było tak, że ktoś później spotkał mnie na ulicy i postanowił się odegrać. A to podobno się zdarza.

 

Jaki jest główny cel selekcji w klubach?

Każdy lokal ma własny klimat. Gdybyśmy wpuszczali wszystkich, to miejsce stałoby się takie samo, jak wszystkie inne. Pierwsza sprawa to zapewnienie bezpieczeństwa gościom. Nie spuszczamy ludzi wyraźnie pijanych, wizualnie groźnych albo z podejrzanymi pakunkami. Po drugie - nasza klientela jest młoda, ładna i modna, więc takiego towarzystwa oczekuje. A po trzecie - im więcej przeszkód, tym większy prestiż miejsca, bo dostają się do niego tylko wybrani.

Wychodzi na to, że selekcjoner musi być trochę ochroniarzem, a trochę stylistą, psychologiem i marketingowcem.

Lepiej bym tego nie ujęła. Wbrew pozorom, to nie zależy od mojej złej woli czy uprzedzeń. Po latach doświadczeń po prostu wiemy, kto i jak się bawi, a kiedy mogą być z tego problemy. Goście powinni być nam wdzięczni, że nie wpuszczamy np. nabuzowanego dresiarza. Nie znaleźliby z nim wspólnego języka, a istnieje ryzyko, że mógłby im coś zrobić.

Czy siebie wpuściłabyś do środka?

Kiedyś się nad tym zastanawiałam, ale na szczęście nie muszę podejmować takiej decyzji. Prawdopodobnie tak, choć pewnie musiałabym się inaczej ubrać i trochę mocniej pomalować. Mogę zdradzić, że po pracy już nie chce mi się imprezować, więc nie podlegam selekcji gdzie indziej.

Do ulubionych Pobierz Komentarze

Głosy

Dodano 13 kwietnia 2019 o 00:04

Komentarze

Zobacz również

Do ulubionych Pobierz Komentarze

Głosy

Dodano 19 kwietnia 2019 o 14:04
Do ulubionych Pobierz Komentarze

Głosy

Dodano 19 kwietnia 2019 o 14:04
Do ulubionych Pobierz Komentarze

Głosy

Dodano 19 kwietnia 2019 o 14:04
Do ulubionych Pobierz Komentarze

Głosy

Dodano 18 kwietnia 2019 o 14:04
Do ulubionych Pobierz Komentarze

Głosy

Dodano 18 kwietnia 2019 o 14:04